Henryk Sienkiewicz

"Na jasnym brzegu"

ROZDZIAŁ X

W dwa tygodnie później obraz przedstawiający "Sen i śmierć", był skończony. Świrski rozpoczął drugi, który chciał nazwać "Euterpe". Robota mu jednak nie szła. Mówił, że światło jest za ostre - i przez całe posiedzenia wpatrywał się, zamiast malować, w jasną twarzyczkę panny Maryni, niby szukając najodpowiedniejszego dla Euterpy wyrazu. Wpatrywał się tak uporczywie, że aż panna Cervi czerwieniła się pod wpływem jego wzroku, on zaś czuł także w piersiach coraz większy niepokój.
Aż wreszcie któregoś poranku ozwał się niespodzianie jakimś dziwnym, zmienionym głosem:
-Uważam jedną rzecz: że panie ogromnie kochają Włochy...
-I my, i dziaduś - odrzekła panna Cervi.
-I ja. Mnie pół życia schodzi w Rzymie i we Florencji. Tam teraz światło nie takie ostre i można by po całych dniach malować. O, tak! Kto by nie kochał Włoch! I wie pani, co ja czasem myślę?
Panna Marynia zniżyła głowę i rozchyliwszy nieco usta poczęła patrzeć na niego uważnie, jak czyniła zawsze słuchając go.
-Ja myślę, że każdy człowiek ma dwie ojczyzny: jedną, swoją najbliższą, a drugą: Włochy. Bo tylko zastanowić się, to i cała kultura, i cała sztuka, i cała wiedza, wszystko szło stamtąd... Weźmy od taki renesans... Prawdziwie!... Wszyscy są jeśli nie dziećmi, to przynajmniej wnukami Włoch...
-Tak! - odpowiedziała panna Cervi.
On zaś mówił dalej:
-Nie wiem, czym wspominał, że ja mam w Rzymie na via Margutta pracownię i od czasu, jak tu światło stało się tak ostre, tęsknię do niej... Ot, gdybyśmy tak wszyscy wyruszyli do Rzymu, to by było doskonale!... Potem pojechalibyśmy do Warszawy...
-Na to nie ma sposobu! - odpowiedziała ze smutnym uśmiechem panna Marynia.
Lecz on zbliżył się nagle do niej i wziąwszy ją za ręce począł mówić patrząc jej z największą tkliwością w oczy.
-Jest sposób, droga pani, jest sposób! Czy się go pani nie domyśla?
A gdy pobladła ze szczęścia, przycisnął jej obie dłonie do piersi i dodał:
-Oddaj mi siebie i twoich...

[powrót]